Maroko - mam to! Cztery lata prób i za każdym razem coś stawało na drodze. W końcu udało się kiedy Mirek z Rodzinkax4 na jednej z grup zaczął poszukiwać kompanów do podróży, decyzja to był moment. Tak więc, udaliśmy się do północnej Afryki samochodem 4x4, rodzinnie, wraz z dwoma innymi załogami, w upalne lato...
Lato nie jest wcale złym terminem na Maroko, chyba że źle znosicie upały. Podczas naszego pobytu było stabilne 42-44st w dzień, oraz 22st nad ranem. Najwyżej co odnotowaliśmy to 49st na rozległym płaskowyżu na południu. Nie było z tym problemu, były dni kiedy używaliśmy klimatyzacji, ale i to nie zawsze i nie ciągle, klimat jest po prostu suchy. Co mnie zaskoczyło, temperatura była właściwie mało zależna od wysokości i regionu, a nasza trasa przebiegła od gór Rif na północy kraju, przez Atlas, do południa usianego połaciami hamady i samego krańca Sahary. Zimniej było dopiero nad oceanem, za to parno.
Plusem lata jest z pewnością brak turystów w popularnych miejscach. Jest za to mnóstwo lokalnych. Marokoańczycy mieszkający za granicą przyjeżdżają tłumnie do swojego kraju w lipcu i sierpniu. Efektem są ogromne zatory na granicy, trzeba to brać pod uwagę w planowaniu promu.
Samochód przygotowaliśmy zgodnie za zasadą - im więcej rzeczy na ostatnią chwilę tym lepiej. W tym roku dorobiliśmy się nowego namiotu dachowego Wild Land Voyager 160, markizy Rhino 2m, lodówki, kompresora i lekkiej wykonanej samodzielnie zabudowy na plastikowe skrzynie euro. Cały ten zestaw sprawdził się doskonale, i mam wrażenie że mógłbym tak mieszkać bez końca :)
Ponieważ poruszaliśmy się na odludziu, często bez drogi w ogóle, targaliśmy ze sobą 60l wody. Taka ilość spokojnie wystarczy na 3 dni dla 3 osób bez dostępu do cywilizacji. Zresztą nie ma dramatu, na hamadzie czy w górach zdarzają się miejsca gdzie można wodę nabrać, choćby studnie dla wielbłądów. Wodę w Maroku można pić.
Na miejscu poruszaliśmy się trasami od Chrisa Scotta, z niemieckiego przewodnika 4x4, pościąganych z wikiloc i narysowanych samemu. Wszystko było bardzo płynne i przejechaliśmy spokojnie fabrycznym LC150. Na pewno jednak trzeba zachować rozsądek, jestem pewien że w górach jest sporo singletracków nieprzejezdnych dla samochodu. Zupełnie innym doznaniem jest za to pokonywanie samochodem hamady, bak 90l oraz wyciszona kabina sprawiają że emocje związane z egzystencją ustępują miejsca prawie w całości tym związanym z fotografią :-)
Dość tych suchych informacji, zachęcam do oglądnięcia galerii z pierwszego etapu podróży - góry Rif oraz Fez! Rif jest inne niż go malują, nie spotkaliśmy się chłodnym przyjęciem mimo zapędzania się w mocno dziwne miejsca.
.thumb.jpg)
.thumb.jpg)












.thumb.jpg)


.thumb.jpg)







.thumb.jpg)




.thumb.jpg)

.thumb.jpg)



.thumb.jpg)

.thumb.jpg)
Leave a comment