Ukraina - Zakarpacie

The Rugged Rides 6/3/2026

Wiecie co smakuje najlepiej? To co jest nieznane! A przynajmniej jeśli nie jesteś osiadłym rolnikiem z bólem pleców i ubóstwiającym spleśniałą pszenicę, tylko Twoje geny są gdzieś bliżej łowcy-zbieracza. Dzisiejszym tematem będzie Zakarpacie, przepiękna i dzika kraina, leżąca nieprzyzwoicie blisko mojego domu. Jakoś tak wyszło, że nigdy się tam jeszcze nie wybrałem…

Mógłbym pewnie teraz napisać że ludzie zamieszkujący Zakarpacie są cudowni, bardzo życzliwi, że pieką piękne ciasta i dziewczyny są przepyszne, czy jakoś tak, ale nie wiem. Nie napiszę, gdyż jak zwykle włóczyliśmy się po krzakach, polując na niesamowite widoki, więc w sumie to wiedliśmy nieco autystyczny żywot jak na standardy podróżnicze. Bulwersujące!, ale co poradzić, tacy jesteśmy.

No dobrze, napiszę zatem nieco o historii i rzeczach które wydały mi się tam ciekawe. Zakarpacie, lub inaczej Ruś Zakarpacka, to jeden z najbardziej fascynujących i skomplikowanych historycznie regionów Europy. Dlaczego co drugi człowiek mówił do nas po czesku? Przecież za granicą jest Polska, Słowacja, Węgry… To chyba największe zaskoczenie dla wielu podróżników. Sentyment do Czechów i znajomość języka czeskiego to bezpośrednia pamiątka po okresie międzywojennym. Po Wielkiej Wojnie i rozpadzie Austro-Węgier, na mocy traktatu w Trianon, region ten wszedł w skład Pierwszej Republiki Czechosłowackiej jako Ruś Podkarpacka. Dla Zakarpacia był to prawdziwy złoty wiek. Praga wpompowała w ten zacofany rolniczy region gigantyczne pieniądze. Wybudowano drogi, mosty, gmachy użyteczności publicznej, liczne szkoły. Czesi nie mieli też ambicji aby wymazywać kulturę Rusinów, pozwolili im mówić w swoim języku i zachować kulturę. Nie ma się więc co dziwić sentymentowi, z jakim Ci darzą dzisiaj Czechów. Starsze pokolenia uczyły się czeskiego w szkołach.

Druga rzecz, wszystkie kościoły są odpicowane w absolutnym maksie. Dlaczego? Zakarpacie jest regionem głęboko religijnym i niezwykle zróżnicowanym wyznaniowo. Żyją tu obok siebie prawosławni, grekokatolicy, rzymscy katolicy i kalwiniści. W niedzielę widzieliśmy dziesiątki ludzi w mocno tradycyjnych strojach. Kilkusetletnie drewniane cerkwie są masowo obijane lśniącą, nową blachą, często złotą lub błękitną. Dla mieszkańców to symbol nowoczesności, dla nas może to być zatarcie zabytkowego charakteru.

Rzucają się też w oczy flagi w kolorze czarno czerwonym. Obecnie to barwy nie tyle Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) co raczej Ukraińskich bohaterów, flaga tutaj bardzo pozytywna, symbol oporu, szczególnie po 2014 roku. Widzieliśmy te flagi na cmentarzach przy grobach żołnierzy. Prawdopodobnie z zakarpackiej 128 Brygady Szturmowo-Górskiej, która poniosła ciężkie straty na froncie wschodnim.

No właśnie. Przecież trwa wojna. Co my tu w ogóle robimy, hę? My w Polsce mamy często wypaczony, związany z radziecką propagandą, ale podparty też tragicznym losem wielu Polskich ziem obraz wojny. Natomiast w rzeczywistości ona wygląda inaczej. Tu na Zakarpaciu trwa życie. Ludzie chodzą do pracy, piekarnie pieką chleb, dzieci uczą się w szkołach, buduje się nowe drogi, turyści chodzą po górach. Ludzie nie chcą czuć się jak trędowaci, chcą abyśmy przyjeżdżali. Obszarowo to też jest inny świat niż rejony objęte walkami, znajdujemy się ponad 1000km od linii frontu. Oczywiście, wojnę czuć w powietrzu. Przypominają o niej plakaty wojsk dronowych, flagi i portrety żołnierzy, hasła na stacjach benzynowych. Sprawdziłem też kilka cmentarzy, spodziewałem się znaleźć tam same nowe nagrobki młodych chłopaków. Nie znalazłem, najnowsze groby należały do różnych ludzi, nie tylko żołnierzy. Nie zmienia to jednak faktu, że w nocy przelatuje nad nami dron, patrolujący, ale jednak zostawia osobliwe wrażenie.

Dobra, jedziemy. Ukraina to jeden z ostatnich bastionów prawdziwej wolności jeśli chodzi o motocykl. Jazda motocyklem jest szeroko akceptowana, zresztą trudno aby nie była, kiedy lokalesi wyjeżdżają sobie na borówki ZIŁem. No właśnie, w tym miejscu mam poważnego mindfucka. Z jednej strony cenię tą wolność i aktywnie jej zawsze szukam, z drugiej strony widzę głębokie rany, które na połoninach wyżłobiły koła. Oczywiście że niszczycielskie są głównie ogromne ciężarówki, ale żaden ruch nie pozostaje obojętny dla gołych szczytów. No właśnie, żaden, piesi turyści przecież także potrafią wychodzić szlak do gołych kamieni. Myślę, że czasami jednak popadamy w zbytnia paranoję na tym punkcie. Od tego momentu bacznie obserwuję kształty tych ran, te starsze się zasklepiają, pojawia się w nich na powrót ziemia i potem rośliny. Jeszcze starsze tracą powoli nawet kształt, przyroda sama się uzdrawia. Mindufuck jednak zostaje w głowie, nasze życie nie jest bez wpływu na świat, nie będzie. Jedna zasada, staramy się jechać w śladzie, zawsze.

A jak już mówimy o jeżdżeniu, jazda tutaj jest wyczerpująca! Mamy solidną kondycję, ale grube 3 dni spędzone w pełnej obfitości w ukraińskich Karpatach wyleczyły mnie z nadmiernego samo zachwytu. Balans to arcyksiążę techniki jazdy w tych warunkach. Mocny chwyt kolanami to drugi niezbędny składnik. Połoniny to już enduro. Właściwie nie ma chwili bez kamiennej poniewierki, kolein albo błota, albo wszystkiego jednocześnie. W lasach jeśli jest sucho to błoto wysycha i tworzy twarde rynny, skocznie i doły. Leśne drogi są często zarośnięte i gałęzie wystają na sam środek. Z tych wszystkich względów łapy są zabetonowane cały czas, nie ma czasu na regenerację, praca na motocyklu trwa non stop. Praca może i ciężka, ale nagroda jest królewska. Można poruszać się grzbietami połonin przez kilkadziesiąt kilometrów bez przerwy, bez żadnego intruza w postaci domu czy asfaltowej drogi przecinającej przełęcz. Horyzont jest dziewiczy.

Widok z połoniny przypomina falujący, zielony ocean. Te góry nie są ostre ani skaliste. Są zaokrąglone i pozbawione prawie w całości lasu. Przez miliony lat woda, mróz i wiatr zaokrąglały grzbiety górskie, ścierając ostre krawędzie. To dlatego że góry zbudowane są z miękkiego materiału, podatnego na takie procesy. Dla geeków, to tzw. Flisz Karpacki, czyli naprzemienne warstwy osadowe dawnego morza, piaskowce, iły, margle... Brak lasu to fascynujące zjawisko, bo pasma te są stosunkowo niskie, często około 1500m npm. Jedną z przyczyn jest działalność człowieka. Przez setki lat na tych terenach kwitła gospodarka pasterska. Aby zyskać ogromne pastwiska dla owiec i bydła, ludzie celowo karczowali i wypalali górną granicę lasu oraz kosodrzewinę. Karpaty Wschodnie charakteryzują się specyficznym mikroklimatem. Grzbiety połonin są wystawione na potężne, huraganowe wiatry oraz mocne opady śniegu. Młode drzewa, które próbują odrosnąć i zasiedlić połoninę na nowo, mają bardzo trudne zadanie. Pogoda jest zmienna, mocno, jak to w górach. My nastawialiśmy się na 3 dni lampy, a ostatniego zjeżdżaliśmy ze Świdowca w chmurach, po całonocnym opadzie deszczu.

Doliny wypełnione są szutrówkami, te o najniższym grejdzie na mapie są nawet całkiem interesujące, często wiją się pomiędzy górami i mają niezłe przewyższenia. Te główne to po prostu zwykłe drogi samochodowe, tylko zamiast asfaltu mają szutrową nawierzchnię. Ktoś mi powie że w Polsce mamy lepsze drogi? :-) Wsie są jeszcze wciąż drewniane, z płotami z żerdzi i drogą po prostu wyjeżdżoną do gołych kamieni. Czasami można się pogubić jaki jest rok, bo nic dookoła nie wskazuje na to że jest 21 wiek.

Całościowo? Zrobiliśmy to jak zwykle intensywnie. Karl (KTM EXC) to wszechstronna maszyna. Może na kołach dojechać na granicę z UA w ciągu wieczora, swobodnie. Stamtąd porusza się w mocnym tempie lasami i łąkami w kierunku połonin. Wskakuje na nie i wtedy odżywa, lekkość, zawieszenie i charakter czynią z niego idealne narzędzie na tą podróż. Szczególnie że spakowani jesteśmy w ultra lajcie.

A trasa? Można by powiedzieć że klasyk. Jest poniżej. Jeśli nie jesteście organizatorami komercyjnych wypadów to częstujcie się. Pilnujcie tylko aby pod waszymi kołami były zawsze wyjeżdżone ślady, nie zakładajcie nowych. Szanujmy ten zielony ocean, bo jest cudowny i łatwo dostępny. To taki bliski raj.

Track: https://loc.wiki/t/267607718?wa=sc