Jazda w zimie ma niewątpliwie swój urok, stawia wyzwania, ale daje za to pełnię wykorzystanego sezonu. Dawniej odpuszczałem często wyjazdy już późniejszą jesienią, czekałem z niecierpliwością na wiosnę. Niepotrzebnie. Teraz doskonale wiem, że to kwestia nastawienia, obycia oraz oczywiście sprzętu.
Po raz kolejny sprawdza się zasada ubioru warstwami. Na górze merino, na to polar, potem zbroja, puchówka i na samym wierzchu membrana. To oczywiście maks, w terenie robi się znacznie cieplej i część ubrań jedzie w bagażu. Na dole grube getry i skarpety merino. Ortezy znakomicie chronią kolana przed wychłodzeniem. Ważny w takich warunkach jest membranowy lub gruby polarowy komin na szyję. W kwestii rękawic, nie można zapomnieć o czymś na dolot, do jazdy w terenie doskonale sprawdzą się delikatnie docieplone rękawice z neoprenu, na tyle cienkie aby zapewniły odpowiednie czucie motocykla. Tyle! A na biwak - koniecznie pełnej długości materac oraz śpiwór z temp. komfortu na lekki minus. Gorąco polecam produkty Cumulus. Mój X-Lite 400 dobity na 470 puchu 900, który w całości waży mniej niż 600g, daje radę z zapasem. Na koniec podpałka - aby wieczór spędzić z grzańcem w dłoni a nie wykonując nerwowe ruchy przy mokrym drewnie :-)
Dni są bardzo krótkie, za to wszędzie jest pusto. Z rzadka spotykani ludzie również nie są zazwyczaj przypadkowi. No i aura, to w końcu czwarta pora roku, więc wszystko jest inne i jeśli zaświeci słońce, to mamy złotą godzinę w zasadzie bez przerwy.
Wrzucam garść zdjęć z kilku ostatnich wypadów na weekend, w tym także z najkrótszego dnia roku. W czasach Rzymskich ten okres świętowano jako Saturnalia i był uważany za najszczęśliwszy czas w roku!


























Leave a comment