Właśnie wróciliśmy z powichrowanych dróg Francji. Pokonalismy prawie 2400km offem z Alp niedaleko Mont Blanc do samego Atlantyku. Większość trasy wiodła zmodyfikowanym przeze mnie nieco TET. Co mogę napisać? Francja ponownie mnie urzekła. To nieustannie kraj numer jeden na mojej prywatnej liście jeśli chodzi o piękno tego co stworzyła tam ludzka ręka, jednak w kwestii krajobrazów to również ekstraklasa! Jadąc naszym śladem zobaczycie pięć zupełnie różnych krain, zaczynając od typowych Alpejskich klimatów z wysokimi przełęczami i świstakami, następnie malownicze wąwozy drążone przez tysiące lat w białym wapieniu, potem wysuszone pustkowia pełne lawendy i winorośli, aby w końcu wjechać w mokry park Cevennes i skończyć w Pirenejach wśród owiec z widokiem na ocean :-)
Teren był miejscami wymagający, były sekcje leżące bezpośrednio na TET, w których nie chciałbym za żadne skarby mieć pod sobą dużego motocykla typu adventure, inne jeszcze trudniejsze dołożyliśmy sobie sami w bonusie :-) Były też takie, szczególnie bliżej Pirenejów, gdzie asfalt wdarł się już na zbyt wiele dróg które z pewnością były kiedyś dobrymi szutrami :-)
Było gorąco, miejscami blisko 40stC! Było bardzo sucho, tylko przez największe rzeki nadal płynęła woda. Było mnóstwo luźnych kamieni, dużych i małych! Jeździliśmy naprawdę sporo, literalnie od świtu do zmierzchu! Francuzi są bardzo pozytywni, i rzeczywiście nie mówią po angielsku :-) Mają za to przepiękny własny język i wspaniałą kuchnię. Jest pusto, pełno krajobrazów należy tylko do Was i jazda poza asfaltem jest w pełni legalna. Zaliczyliśmy chyba najlepszy nocleg pod gwiazami, w Pirenejach. To był udany wyjazd :-)


























































Leave a comment