Jest taka jedna opona którą zwyczajnie uwielbiam - Motoz Desert. Kawał wyprawowego drania. Jeśli zastanawiacie się jak umiera Desert - właśnie tak. Ta opona ma tak potężny bieżnik, że prędzej się rozpadnie niż skończy ;p W dodatku to nie pojedynczy przypadek, bo po powrocie z Afrykańskiej wyprawy zaobserwowaliśmy to samo w przypadku dwóch egzemplarzy!
Pierwszy objaw to dziwne pływanie tyłu, mimo prawidłowego ciśnienia. Potem łapane dętki, w sumie 3. Aż trzy razy zabrało mi dojście do tego co było przyczyną. Opona popękała tak bardzo, że szpary pojawiły się od środka, szczypiąc dętkę i powodując jej uszkodzenie. Oplot zaczął się rozłazić a cała konstrukcja poddaje się dosłownie pod lekkim naciskiem ręki. Jako ciekawostkę podam, że jeszcze jeden egzemplarz zachował się lepiej, ale Kuba o którym mowa, pompował na asfaltowe przeloty swoje koła na ponad 2 atmosfery, ja swoim zwyczajem - wcale.
Wynik: 15700km. Wniosek: rzeczywiście opłaca się na długie przeloty dobić ciśnienia, opona pracuje znacznie mniej i na dłużej starcza.




Leave a comment