Namibia 2025 - Himba & Herero

The Rugged Rides 10/2/2025

Na północy Namibii żyją Himba, lud który do dziś zachował zjawiskowy styl życia i wygląd. Kobiety Himba codziennie nacierają swoje ciała i włosy mieszaniną czerwonej ochry i tłuszczu. To nadaje im charakterystyczny kolor, chroni przed słońcem i owadami. Po wyglądzie włosów od razu wiadomo, czy dziewczyna jest dzieckiem, panną czy mężatką. Wszyscy mają też wybite przednie zęby, są z tego dumni. Jeśli chodzi o to co robią, Himba to lud pasterski, miernikiem bogactwa jest liczba krów. Mieszkają we wioskach na planie koła, wszystko zrobione jest z patyków i gliny. Na środku wioski mają wspólną zagrodę w której trzymają mniejsze zwierzęta hodowlane, np. kozy.

Towarzyszą im Herero. Historia Herero jest trudna. Na początku XX w. podczas kolonialnych rządów niemieckich doszło do powstania Herero i Nama (1904–1908). Niestety, zakończyło się ono jednym z pierwszych ludobójstw XX wieku. Mimo tej tragedii Herero zachowali swoją tożsamość i tradycję. Co bardzo ciekawe, Himba i Herero mają wspólnych przodków. To co ich dzisiaj różni to następstwo tego że kiedy niemieccy kolonizatorzy zaczęli wywłaszczać kolejne tereny, Himba przenieśli się na północ i zachowali swoją tożsamość, a Herero zostali na miejscu i finalnie przyjęli bardzo wiele z kultury europejczyków. W tym ich charakterystyczne stroje. Kobiety Herero noszą barwne, długie suknie przypominające styl wiktoriański, z falbanami i gorsetem. Do tego obowiązkowy element: kapelusz w kształcie rogów krowy. To nie przypadek, bydło w kulturze Herero ma również ogromne znaczenie, symbolizuje bogactwo i więź z przodkami.

Przyznam się że jadąc do Namibii miałem ogromną ochotę spotkać i obficie sfotografować ludzi w tradycyjnych strojach, mieszkających w tradycyjnych wioskach, gdzieś daleko na odludziu - a szczególnie zjawiskowych Himba i Herero! Romantyczna wizja podróżnika w starym stylu, klimaty jak w National Geographic. Tyle tylko że sam nie wierzyłem że jest to możliwe. Wiadomo, świat gna do przodu, a ludzie zamieniają przepaski na bawełniane t-shirty. Dzieje się to wszędzie i bezlitośnie. Może gdzieś tam, daleko, udało by się dotrzeć w takie miejsca, ale mając bardzo ograniczony czas nie miałem nadziei że się uda, a szczególnie nie brałem tego za pewnik.

Dlatego zdecydowaliśmy się na coś czego nigdy nie robimy - wizytę w specjalnej wiosce kulturowej. W takim miejscu ludzie opowiadają o życiu z zgodzie z tradycją i co dla mnie najważniejsze - chętnie pozują do zdjęć.

A wiecie co zaskoczyło mnie najbardziej? To że dalej, kiedy jechaliśmy w kierunku Kaokolandu, najbardziej niedostępnej i pustej krainy w Namibii, zaczęliśmy spotykać takie wioski co chwilę. I nie były to wioski dla turystów. Ludzie żyją tam dalej w tradycyjny sposób i są z tego dumni! Mimo to gorąco polecam wcześniejszą wizytę w wiosce kulturowej. Robiąc tam zdjęcia nie naruszacie prywatności mieszkańców, płacąc za bilet wstępu wspieracie lokalną społeczność. Mnie się udało!